Dziewiąta trzydzieści, po zaledwie trzech godzinach snu, obudził mnie dzwonek telefonu niczym dzwony bijące w kościele.
- Halo? - zapytałem jeszcze zachrypniętym głosem od nocnej kawy i płynu do spryskiwaczy. - Synku, chodź tutaj do nas do szkoły, bo tu przyjechali organizatorzy warsztatów. - Jakich warsztatów? Rzemieślniczych ? Po co ja im jestem potrzebny, mam stoły skręcać? - Filmowych debilu, masz wziąć udział w filmie, już cię zgłosiłam.
Jakiś czas temu były moje urodziny. Niby nic ważnego, ale jakby nie patrzeć, dobry pretekst do ucieczki przed codziennymi obowiązkami. Całą sytuację można opisać jako bitwę :